Klikając na tekst wspomnień rozwiniesz zawartość…

Wspomnienia – Janusz Frydrykiewicz
Krótka ,,historia’’ organizacji i pierwszych lat działalności obecnego Centrum Kształcenia Zawodowego i Ustawicznego w Nowej Wsi.

Dynamiczny rozwój sadownictwa w powiecie grójeckim spowodował konieczność zorganizowania (na poziomie technikum) szkoły ogrodniczej. W latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku zapadła decyzja o lokalizacji szkoły przy Zakładzie Doświadczalnym Instytutu Sadownictwa w Skierniewicach z siedzibą w Nowej Wsi koło Warki. Budowę obiektu rozpoczęto w latach sześćdziesiątych ubiegłego stulecia. Obiekt miał zostać oddany do użytku w 1970r. W skład obiektu wchodziły: budynek szkoły, budynek internatu (dla trzystu wychowanków), dom nauczyciela (30 mieszkań), budynek warsztatu z zapleczem dydaktycznym do nauki mechanizacji rolnictwa, centralna kotłowania, boisko sportowe o nawierzchni asfaltowej oraz przepompowania i oczyszczania ścieków. Wykonawcy zmieniali się, nie dotrzymywali terminów zakończenia budowy. Nie wiem dlaczego (budowa obiektu daleka była od zakończenia) ówczesne władze podjęły decyzję o rozpoczęciu działalności szkoły w dniu 1 września 1973r. Wiosną 1973r. władze powiatu grójeckiego rozpoczęły poszukiwania kandydata na stanowisko dyrektora szkoły. Nie znam szczegółów tego procesu. Na początku maja 1973 r. zaproponowano mi stanowisko dyrektora. Nie wiem czym się kierowały ówczesne władze powiatu, że mnie wytypowano. Podejrzewam, że nie było chętnych na podjęcie ryzyka. Po długich naleganiach ze strony władz i po kilkukrotnej odmowie, dobrowolnie pod przymusem zgodziłem się i 15 IV 1973 r. zostałem. Byłem młodym 31-letnim człowiekiem z ukończonym w 1962 r Liceum Pedagogicznym w Mogielnicy i z magisterium SGGW w Warszawie (ukończyłem SGGW w 1967 r) i krótkim stażem pedagogicznym w SPR w Błędowie i prawie czteroletnim doświadczeniem w pracy administracyjnej w Wydziale Rolnictwa i Leśnictwa w PPRN w Grójcu. Po podpisaniu umowy udałem się na plac budowy do Nowej Wsi i doznałem szoku. Na budowie zastałem ,,krajobraz księżycowy” – wielki bałagan. Budowa żadnego budynku nie była zakończona. Nie miałem gdzie ,,rozpocząć urzędowania”. Gościnnie kierownik budowy pozwolił mi pracować w swoim skromnym baraku. Zdałem sobie sprawę, że dałem się wmanewrować w wielkie kłopoty.
Po dłuższym zastanowieniu się doszedłem do przekonania, że wbrew wszelkim trudnościom nie poddam się i zrobię wszystko aby szkoła zaczęła działać. Byłem jedynym pracownikiem bez zaplecza, środka transportu, telefonu. Okazało się, że nie ma planów wyposażenia: budynku szkoły i warsztatu (meble, sprzęty, pomoce naukowe), budynku internatu (meble, pościel, sprzęt kuchenny). Zmuszony byłem opracować plany wyposażenia poszczególnych pracowni i klasopracowni. Nie było również złożonych zamówień na w/w wyposażenie. Zamówienia trzeba było składać do różnych instytucji (za pośrednictwem Inspektora Budownictwa Rolniczego w Pruszkowie) po uprzednim ich ,,znalezieniu”. W owym czasie w Polsce były ciągłe tzw. przejściowe trudności (ciągły niedobór towarów), a półki w sklepach świeciły pustkami. Pozwolę sobie przytoczyć pewien fakt dotyczący zakupu 300 sztuk materacy na wyposażenie internatu. Po długich poszukiwaniach „pocztą pantoflową” dowiedziałem się, że w Warszawie na ul. Waliców jest spółdzielnia produkująca materace. Pojechałem do Warszawy autobusem PKS. Był to początek lipca 1973r. Jakiś „duch” natchnął mnie i wziąłem ze sobą reklamówkę jabłek odmiany papierówka. Na miejscu starszy pan, pracownik spółdzielni stwierdził, że zamówienie nie będzie zrealizowane z powodu braku mocy przerobowych. Zacząłem go usilnie prosić, że bez materacy nie można będzie uruchomić internatu. Wyjąłem z torby reklamówkę z jabłkami i wręczyłem temu panu. O dziwo (stał się cud) zamówienie zostało przyjęte i za kilkanaście dni samochodem ciężarowym wypożyczonym ze Szkoły Mechanizacji z Jasieńca przywiozłem owe materace do Nowej Wsi po uprzednim ich załadowaniu. Ładowaczami byliśmy kierowca samochodu i ja. Do moich obowiązków należało również wyszukanie i zatrudnienie przyszłych pracowników szkoły a mianowicie:

  • kadry pedagogicznej – nauczycieli poszczególnych przedmiotów oraz wychowawców internatu
    ok. 25 osób,
  • personelu sekretariatu szkoły i księgowości – 5 osób,
  • pracowników obsługi (personelu kuchni, praczki, sprzątaczki, palacze kotłowni, konserwatorzy, kierowca – ok. 30 osób).
    W zatrudnieniu kadry pedagogicznej pomagał mi Oddział Oświaty Rolniczej PWRN w Warszawie. Rekrutację i zatrudnienie personelu biurowego i technicznego prowadziłem sam. Nieubłaganie zbliżał się termin rozpoczęcia nauki. Władze ustaliły go na 1 września 1973r. Budowa obiektu nadal przebiegała w żółwim tempie. Budynek szkoły przekazano mi w zagospodarowanie 3 lipca 1973 r, budynek internatu 15 września 1973r., budynek warsztatu mechanizacji rolnictwa w październiku 1979r., dom nauczyciela w grudniu 1973 r. Również dopiero w grudniu przekazano do użytku salę gimnastyczną. Budynki przejmowałem z usterkami budowlanymi, uwzględnionymi w protokołach odbioru. Usterki wykonawca (Mazowieckie Przedsiębiorstwo Budownictwa z Pruszkowa) usuwał w ciągu 2-3 lat. Najdłużej były usuwane usterki dotyczące przepompowni i oczyszczalni ścieków. Budowa boiska o nawierzchni asfaltowej została zakończona dopiero pod koniec 1974r. Nauka rozpoczęła się 17 września 1973 r. w skromnych warunkach. Na inaugurację (mimo zaproszeń) nie przyjechał przedstawiciel władz. Naukę rozpoczęło ok. 300 uczniów a mianowicie:
  • 4 klasy trzyletniego technikum ogrodniczego na podbudowie dwuletniej ZSO
  • 3 klasy pierwsze zasadniczej szkoły ogrodniczej
  • 1 klasa ZSO/ kl. II przeniesiona ze SMR w Jasieńcu.
    Nauka odbywała się początkowo w bardzo trudnych warunkach. W dalszym ciągu trwała budowa obiektu. Wokół budynku szkoły, internatu zalegały odpadki budowlane (gruz, skamieniałe worki cementu, potłuczone szkło, połamane deski, złomowe żelastwo). Z powodu niedokończenia budowy domu nauczyciela kadra pedagogiczna mieszkała w zastępczych pokojach w budynku internatu, magazynku sportowym szkoły lub dojeżdżała. Z satysfakcją stwierdzam, że kadra pedagogiczna stanęła na wysokości zadania. Mimo spartańskich warunków dobrze wykonywała obowiązki. Jestem pełen uznania dla pionierskiej pracy pierwszego zespołu nauczycielskiego skład którego wchodzili:
    Panie: Anna Plecińska, Maria Strzałka- Mąka, Stanisława Paluch- Róg, Jadwiga Grabowska, Barbara Papis, Grażyna Legucka, Wanda Witkowska, Krystyna Chmielewska, Monika Zielińska, Elżbieta Barkowska.
    Panowie: Zbigniew Głogowski, Zygmunt Chmielewski, Stanisław Róg, Jan Gwardys, Andrzej Żórawiński.
    Wychowawcy internatu: Kierownik internatu Andrzej Łasewski oraz jego małżonka, Teodozja i Bronisław Krajewscy, Maria Strzałka-Mąka.
    Uporządkowanie i zagospodarowanie obiektu zostało dokonane w okresie pierwszych trzech lat istnienia szkoły. Poza organizacją pracowni i klasopracowni przedmiotowych zbudowano /we własnym zakresie/ nowe boisko sportowe, poligon do nauki jazdy ciągnikiem. Dla potrzeb internatu rozpoczęto uprawę warzyw gruntowych i w tunelach foliowych.
    Pragnę kilka słów skierować do absolwentów /zwłaszcza z pierwszych lat istnienia obecnego Centrum Kształcenia/. To wy szczególnie zasłużyliście się w doprowadzeniu obiektu szkolnego do normalności. To dzięki Waszej pracy Szkoła zaczęła prawidłowo funkcjonować. Dziękuję serdecznie za to. Wiem, że nie zawsze byliście zadowoleni z dodatkowych zajęć jakimi byliście obciążeni. Mam jednak nadzieję, że obecnie kiedy jesteście doświadczeni życiowo, pozytywnie ocenicie moje wymagania w stosunku do Was jako uczniów. Na swoje usprawiedliwienie mam to, że sam siebie nie oszczędzałem i dla dobra szkoły uczciwie pracowałem przez ponad jedenaście lat na stanowisku dyrektora. Nie podjąłem decyzji, która przyniosłaby mi osobistą korzyść. Wraz z upływem lat Szkoła „rozrastała się”. Przybywało uczniów.
    Decyzją władz woj. Radomskiego został powołany Zespół Szkół w skład którego wchodzi; trzyletnie oraz czteroletnie technikum ogrodniczego, czteroletnie technikum rolnicze, dwuletnie studium ogrodnicze / zaoczne i stacjonarne /, zasadnicza szkoła ogrodnicza oraz zasadnicze szkoły ogrodnicze (filialne) w : Błędowie, Chynowie, Magnuszewie, Mogielnicy i w Stromcu/. Liczba uczniów przekroczyła sześćset. Wiele problemów było z organizacją nauczania praktycznego. Zajęcia praktyczne z sadownictwa odbyły się w Zakładzie Doświadczalnym Instytutu Sadownictwa w Nowej Wsi. Były problemy z organizacją nauczania praktycznego z warzywnictwa oraz kwiaciarstwa. Udało się nawiązać współpracę z RZD SGGW w Krobowie i tam uczniowie byli dowiezieni autokarem na zajęcia. Koszty dowożenia pokrywała dyrekcja RZD Krobów. Praktyki wakacyjne przewidziane programem nauczania były organizowane w różnych zakładach ogrodniczych i rolniczych na terenie Polski a nawet w ówczesnej NRD. Organizacja nauczania praktycznego nastręczała jednak wielu problemów. W celu ich wyeliminowania podjąłem starania w zakresie budowy szklarni na obiekcie szkolnym. Radość moja była ogromna, gdy po kilkuletnich staraniach władze woj. Radomskiego uwzględniły budowę szklarni. Budowa szklarni rozpoczęła się w 1984 r. Została zakończona po mojej rezygnacji ze stanowiska dyrektora. Nie wiem z jakiego powodu po kilku latach działalności szklarnia została zlikwidowana. Moim zdaniem odbyło się to ze szkodą dla nauczania praktycznego. W 1983 r. z okazji dziesięciolecia powstania Zespołowi Szkół w Nowej Wsi zostało nadane imię Tomasza Nocznickiego znanego działacza ruchu ludowego okresu dwudziestolecia międzywojennego, mieszkańca ziemi Grójeckiej spoczywającego na cmentarzu parafialnym w Lipiu w pow. grójeckim.
    Na zakończenie moich wspomnień życzę Pracownikom /byłym i obecnym/ oraz uczniom a także Absolwentom /wszystkich roczników/ z pięćdziesięciolecia działalności obecnego Centrum Kształcenia w Nowej Wsi spełnienia życiowych planów oraz miłych wspomnień z lat nauki.

Z poważaniem
Janusz Frydrykiewicz
Belsk Duży listopad 2023 r.


Absolwentka Mariola Lenarczyk/KACZMAREK
Wiceprzewodnicząca Rady Rodziców CKZiU w Nowej Wsi.

Rola wspomnień w naszym życiu.
Jakie znaczenie dla człowieka mają wspomnienia?
Wspomnienia pozwalają nam określić siebie w otaczającym świecie, ustalić swoją tożsamość. Według profesora Routledge pozwalają nadać naszemu życiu sens i wartość. To dzięki nim nabieramy pewności, że jesteśmy potrzebni, że nasz sposób bycia jest po coś i, że przynosimy światu jakąś wartość.

Szkolne lata są beztroską bardzo krótką w życiu chwilą, później wszyscy wspominamy jak to w szkole było!
Przytoczę słowa Ryszarda Kapuścińskiego,,-Nasze życie jest kolekcją chwil, zarówno wyjątkowych jak i tych zupełnie zwyczajnych, czy czasem i bolesnych. Zapamiętane chwile powracają do nas w formie wspomnień, które niczym kotwice pozwalają nam przybić do różnorodnych portów z naszej przeszłości”…
Moje osobiste i każde wspomnienie ze szkoły w Nowej Wsi im. Tomasza Nocznickiego wywołuje uśmiech na mojej twarzy. Lata spędzone na nauce w tej szkole minęły bardzo szybko.
Jednak z pewnością był to czas, choć przyznam niełatwy to niezwykle ważny, po mimo wszystko czuję radość i szczyptę melancholii, ponieważ były to jedne z najlepszych lat w moim życiu.
Poznałam wspaniałych ludzi, nauczycieli, którzy zawsze mieli dla nas czas, zachęcali do poszukiwania własnej drogi, samodzielnego i odważnego myślenia. Ukształtowali we mnie człowieka odpowiedzialnego, który nie boi się podążać za marzeniami.
Samo się przecież nic nie stanie.
Lata szkolne to pierwsze poważne przyjaźnie, które kiedyś wydawały być przyjaźniami na całe życie, jak cyrografy podpisane własną krwią. Dziś życie każdego z nas skierowało w różne zakątki kraju, a być może i świata i wszystko pękło jak bańka mydlana. Te pierwsze miłości, gdzie po dzień dzisiejszy zapewne każdy kąt szkolnego korytarza pamięta wszystko.
Wspominając szkołę mówisz często, że ,,Wtedy to były czasy”, a Kornel Makuszyński
,, Z oddali wszystkie nasze godziny szkolne błękitnieją”.
Podaruj sobie chwilę zapomnienia, wędruj, odkrywaj, rozpieszczaj swoje wewnętrzne dziecko.
Wróć pamięcią do przyjemnych chwil, a jeśli wspominając, poczujesz się nie najmłodziej -uśmiechnij się pod nosem i pomyśl, że właśnie tu i teraz tworzysz kolejne wspomnienia.

A jakie są Twoje najlepsze wspomnienia ze szkoły? Do czego najchętniej powracasz i co wspominasz z największą nostalgią podziel się z nami najfajniejszymi wspomnieniami!


Wspomnienia Maria Strzałka (Mąka)
15 sierpnia 1973 r. wysiadłam z autobusu z Warki na przystanku Nowa Wieś-Szkoła. W tym samym czasie z autobusu z Grójca wysiadł dyrektor szkoły Janusz Frydrykiewicz, zobaczył mnie i powiedział: „Strzałka, proszę szukać sobie noclegu, bo internat jeszcze nie jest oddany przez budowlańców”. Znalazłam nocleg u koleżanki w Laskach. Inspektor budowlany zmuszony został, aby podpisać odbiór internatu w dniu, gdy na teren szkoły przyjechała Anna Plecińska, ponieważ nie miała gdzie się podziać z całym dobytkiem, starszymi rodzicami i pieskiem. Wówczas i ja mogłam korzystać z noclegów w internacie. Kierownik internatu A. Łaszewski zakwaterował mnie w pokoju 201.

Rozpoczęcie roku szkolnego odbyło się w połowie września. W pierwszym roku zostałam zatrudniona na stanowisku wychowawcy internatu. Pracowało się bardzo trudno, bo trzeba było wszystko organizować od początku. Pracowaliśmy bez grafiku. Czas wolny miałam, gdy młodzież była w szkole. Po obiedzie młodzież z wychowawcami klas pracowała społecznie na terenie szkoły, wyrównywała teren, robiła chodniki, ponieważ po pracach budowlanych zostały pryzmy ziemi i piachu między szkołą a internatem. W nocy często udzielałam pierwszej pomocy przedlekarskiej, a jeśli była taka potrzeba, to wzywałam pogotowie.
W związku z tym, że mieliśmy kłopot z utrzymaniem dyscypliny, dyrekcja zaproponowała wprowadzenie „Dzienniczka Ucznia”, w którym wpisywało się wszystkie uwagi i zwolnienia z lekcji lub internatu. Na przykład: żeby uczeń mógł wyjechać z internatu do domu, musiał napisać w dzienniczku prośbę, pod którą podpisywał się wychowawca klasy, wychowawca internatu i na sam koniec dyrektor szkoły. Uczeń z tak podpisanym zwolnieniem mógł iść na przystanek i, w razie kontroli dyrektora szkoły, mógł wsiąść do autobusu. Miałam taki przypadek: w sobotę po lekcjach przyszła do mnie uczennica Muranowicz (mówiło się jej Siupa, imienia nie pamiętam). Prosiła, żeby ją zwolnić do domu, bo miała uroczystość rodzinną. Obiecała, że wyczyści cały pokój tak, że wszystkie płytki PCV będą się lśniły. Chciała zdążyć na autobus o 17. Zgodziłam się, bo bardzo ją lubiłam. Myślałam, że dyrektor pojechał już do domu. Spocona Siupa pobiegła na przystanek, a tam niespodziewanie pojawił się dyrektor. „Kto cię zwolnił?” „Pani Strzałka” „Od kiedy to respektuje się podpis tylko wychowawcy internatu? Proszę wracać do internatu!”. Dyrektor późno wracał do domu, a rano często wcześnie przyjeżdżał.
Pobudka w internacie była o godzinie 6:15. Wszyscy musieli wyjść na zewnątrz; gimnastykę prowadziła osoba pełniąca dyżur główny. Mieszkańcy internatu ćwiczyli w dwóch grupach: osobno chłopcy i osobno dziewczyny. Osoba pełniąca dyżur główny o 6:00 dzwoniła dzwonkiem, żeby wszystkich obudzić i otwierała drzwi krzycząc „Pobudka!” Gdy ja prowadziłam gimnastykę, przechodząc korytarzem mówiłam „Wychodzić na pole!”. Często słyszałam chichoty i nie wiedziałam dlaczego. Wracałam do pokoju i sprawdzałam czy dobrze się ubrałam. (Nadmieniam, że moje rodzinne strony to południe Polski i takie określenie było tam normalne. Dopiero po jakimś czasie, dowiedziałam się od koleżanki ś.p. Jadwigi Grabowskiej, że w centralnej Polsce takiego określenia używa się tylko w stosunku do gospodarstw rolnych.) Skontrolowanie czy wszyscy wyszli na gimnastykę było wielkim problemem. W internecie mieszkało ponad 300 osób, a na dyżurze było jedynie 2 wychowawców. W zimie, w czasie ostrych mrozów, można było ćwiczyć na korytarzu, ale gimnastyka zawsze musiała się odbyć.
Nauka własna w internacie była od 15:00 do 18:00. W tych godzinach nie można było wychodzić z pokoju, żeby nie było hałasu. Mieszkanka internatu, Małgorzata Reluga, zaproponowała, żeby robić przerwy pięciominutowe na skorzystanie z toalety i wymianę książek, jeżeli była taka potrzeba. Porządku pilnował dyżurny i zapisywał kiedy ktoś wychodził z pokoju. Przerwy były o 15:55 i 16:55. Krystyna (nazwisko zapomniałam) z pokoju 324 wyszła o 16:10 i za karę stała na korytarzu do 16:55, ale po tym wydarzeniu zapamiętała dokładny czas przerwy.
W pierwszym roku otwarcia szkoły nie zgłosiła się nauczycielka do matematyki. Dyrekcja zaproponowała mi, żebym uczyła w klasach zawodowych. Zgodziłam się. Po kilku lekcjach dyrektor zapowiedział się na hospitację. Miałam temat „Twierdzenie Pitagorasa” i nie wiedziałam, jak zrealizuję cel wychowawczy, który był obowiązkowy na każdej lekcji. Koleżanka, ś.p. Jadwiga Grabowska, doradziła mi, żebym porozrzucała po sali papierki (śmieci) i po gimnastyce śródlekcyjnej, która obowiązkowo musiała się odbyć, poprosiła uczniów, żeby zajrzeli pod ławki, pozbierali śmieci i wyrzucili je do kosza. Wszystkie cele lekcji, tzn. poznawczy, kształcący i wychowawcy, zrealizowałam, ale dyrektor skomentował, że uczniowie szurali krzesłami jak wstawali i siadali po gimnastyce.
Kiedy zaczęła funkcjonować szkoła, ksiądz Jan z Boglewic zaczął prowadzić lekcje religii w starym domu na wsi za instytutem. Młodzież, żeby wyjść z internatu, na przykład do sklepu lub na spacer, musiała się zwolnić u wychowawcy internatu. My dostaliśmy polecenie, żeby nie zwalniać na religię. Większość młodzieży chodziła na religię, ale w dzienniczku wpisywała, że chce wyjść do sklepu albo na spacer. Krzysiek A. z klasy ś.p. Jadwigi Grabowskiej wpisał natomiast „Proszę zwolnić mnie na religię”. Powiedziałam mu, żeby napisał, że chce iść na spacer. On jednak odpowiedział „Nie, ja chcę iść na religię. Przecież pani chodzi do kościoła”.
Każdy nauczyciel musiał prowadzić jakieś kółko zainteresowań albo opiekować się jakąś organizacją. Mi przydzielono PCK. Do moich zadań należało: zakup i wyposażenie apteczek pierwszej pomocy na terenie całej szkoły i internatu oraz udzielanie pierwszej pomocy przedlekarskiej, za co odpowiadałam do chwili, gdy w szkole została zatrudniona pielęgniarka. Zostałam też zobowiązana, żeby przeprowadzać uczniom fluoryzację zębów. Każdy uczeń miał swoją szczoteczkę do zębów (trzymałam je na zapleczu chemicznym). Co 2 tygodnie uczniowie szczotkowali płynem zęby. Sami się o to upominali, bo robiłam to na lekcjach i zawsze zajmowało to przynajmniej kilka minut. Po tym zabiegu nie wolno było 2 godziny jeść ani pić, a ja dopowiadałam jeszcze, że nie wolno też palić papierosów, bo zęby będą żółte. Przeprowadzałam też kontrolę czystości, szczególnie głów, bo czasem we włosach pojawiały się żyjątka. Zwalczałam je octem sabadylowym.
Pracownik PCK w Grójcu zaproponował mi, żebym przygotowała młodzież do Olimpiady Wiedzy o Zdrowiu, odbywającej się w Grójcu. Reprezentowaliśmy okręg grójecki. Zajęliśmy pierwsze miejsce. W związku z tym uczniowie Szewczyk, Jarek Jarosiński i Jacek Siekierski reprezentowali województwo radomskie na Centralnej Olimpiadzie Wiedzy o Zdrowiu w Koninie, gdzie zajęli czwarte miejsce.
Na 35-lecie PRL-u wymyśliłam akcję „3,5 l krwi na 35-lecie PRL-u”. Pamiętam, że do akcji pierwszy zgłosił się Piotr Uznański. Pierwszy raz grupa oddawała krew w Grójcu, a ponieważ akcja się przyjęła, później akcje odbywały się w szkole (2 razy w roku). Zawsze z młodzieżą krew oddawała Pani Marianna Czamara. Młodzież trzeba było trochę zachęcać do akcji, więc zaczęłam organizować wyjazdy do Centrum Zdrowia Dziecka w Międzylesiu. Atmosfera na wyjazdach była inna niż w szkole: wszyscy troszczyli się o siebie nawzajem, bo zdarzały się omdlenia. Był taki przypadek, że chłopak (nazwiska nie pamiętam) postawił sobie za punkt honoru, że musi oddać krew, a tracił przytomność przy pobieraniu krwi. Lekarz odradzał mu, bo dwa razy zemdlał kiedy podchodziła pielęgniarka, ale za trzecim razem się udało. O, jaki był dumny jak odbierał legitymację Honorowego Dawcy Krwi!
Chwilę grozy przeżyłam na wycieczce klasowej w Pieninach. Nocleg mieliśmy w Szczawnicy w domkach kempingowych. Było już ciemno, chłopcy zrzucili duży kamień z góry i zaczęli krzyczęć: „Piotrek, żyjesz?”. Kiedy wyszłam na zewnątrz, powiedzieli mi, że Piotrek Zawiślak spadł z góry. Kiedy zobaczyli, że się nie ruszam i zrobiłam się blada, Piotrek Durka podszedł do mnie i powiedział, że to był tylko żart. Potem odprowadził mnie do pokoju z Moniką Radecką (dziś są małżeństwem) i chwilę siedzieli ze mną, bo ja nie mogłam dojść do równowagi.
Z dziewczynami z mojej klasy byłam na praktyce w NRD. Tam pracowałyśmy razem z żołnierzami z ZSRR przy sortowaniu ziemniaków. Jeden żołnierz zakochał się w Ewie Kozłowskiej. Przychodził do mnie i płakał, że on bez Ewy nie potrafi żyć. Po wieczorku pożegnalnym do rana siedział pod jej drzwiami. Rano do pociągu odwozili nas samochodem ciężarowym. Żołnierz pożegnał się z Ewą, ale w ostatniej chwili wskoczył do samochodu i pojechał z nami do miasta na stację kolejową. Odprowadził Ewę na peron, a w tym czasie kierowca odjechał do gospodarstwa. Było ono położone kilkanaście kilometrów od stacji. Nie dowiedziałyśmy, jaką dostał karę za to, że oddalił się bez pozwolenia.
Szkoła w Nowej Wsi była moją jedyną placówką, w której pracowałam na pełnym etacie. Prowadziłam lekcje z chemii, matematyki, fizyki, biologii, hodowli zwierząt, warzywnictwa, sadownictwa, zajęcia praktyczne z warzywnictwa, sadownictwa i hodowli zwierząt. Muszę wspomnienia zakończyć, bo jestem na emeryturze, więc nie mam czasu. Zrozumie to tylko emeryt. Mój PESEL zaczyna się na jedną z pierwszych cyfr, więc najbardziej pamiętam lata siedemdziesiąte i osiemdziesiąte.



Wspomnienia – Marianna Czamara
Moje daty września 1973
1 IX (sobota) – ślub cywilny, bo do szkoły chciałam iść z nowym nazwiskiem
15 IX (sobota) – ślub kościelny
17 IX (poniedziałek) – godzina 9:00 rozpoczęcie nauki w technikum Ogrodniczym w Nowej Wsi.
11 X 1984 r. Na sali gimnastycznej odbyła się Centralna Inauguracja VII Olimpiady Wiedzy i Umiejętności Rolniczych. W czasie nagrania strzeliła lampa naświetlająca, zaczęły się palić włosy p. Prof. Krystyny Krawczykowskiej, która uczyła sadownictwa oraz obrus na stole.

W roku szkolnym 1989/90 – odbywa się spotkanie młodych rolników w celu pozyskania bazy do odbywania praktyk zawodowych przez uczniów w tym czasie przebywał w Grójcu u rodziców Jerzy Kowalski, uczeń mojej klasy, który przyjechał z Australii. W trakcie spotkania przyjechał z bukietem kwiatów.
4 X 1998 – proroczy sen z niedzieli na poniedziałek śniło mi się, że uczeń mojej klasy Krzysztof Ambroziak za Olimpiadę Ogrodniczą dostał się na studia. A tu w poniedziałek są eliminacje pisemne etapu szkolnego (o których my – nauczyciele nie wiedzieliśmy). Po egzaminie praktycznym w finale szkolnym na eliminacje okręgowe jedzie Krzysztof Ambroziak. Bierze udział w eliminacjach centralnych. I cóż poszedł na studia ogrodnicze do Lublina, obecnie piastuje funkcję starosty powiatu grójeckiego.

Od 15 sierpnia 1969 r. byłam zatrudniona jako nauczyciel przedmiotów zawodowych w Zasadniczej Szkole Rolniczej w Woli Boglewskiej przez Wydział Oświaty i Kultury przy Powiatowej Radzie Narodowej w Grójcu. Studia zaoczne ukończyłam w Wyższej Szkole Rolniczej w Lublinie na wydziale rolniczym. Dla uczniów zawodówki organizowałam konkursy i olimpiady z zagadnień rolnictwa. Pamiętam, że byłam z uczniami na Olimpiadzie Rolniczej w budynku Zarządu Głównego PSL w Warszawie przy ul. Grzybowskiej, a nawet z tego miejsca przywiozłam im książki, aby tworzyli swoje biblioteczki.
Kiedy to 17 września 1973 r. swoje bramy otworzyło Technikum Ogrodnicze w Nowej Wsi, musiałam uzupełniać etat, łącząc pracę w kilku szkołach, a był to Lewiczyn, Piaseczno za Warką i Grójec.
Na 47 lat pracy „przy tablicy” 41 lat przepracowałam w Nowej Wsi w Technikum Ogrodniczym, w Zespole Szkół Ogrodniczych, w Zespole Szkół Ogrodniczych Centrum Kształcenia Praktycznego, w Zespole Szkół Ponadgimnazjalnych Centrum Kształcenia Praktycznego oraz w Centrum Kształcenia Zawodowego i Ustawicznego w Technikum Ogrodniczym w Nowej Wsi.
W roku szkolnym 2014/2015 startowałam w Plebiscycie ,,Belfer Roku 2014/2015”. Zdecydowanie wygrałam w powiecie grójeckim i znalazłam się na czwartym miejscu w ,, Złotej Dziesiątce” w regionie radomskim, zdobywając 6128 głosów. W Echu Dnia z 19 czerwca 2015 r. podane ,,Zaszczytne miejsce w Plebiscycie jest ukoronowaniem wieloletniej pracy na niwie pedagogicznej”. W czasie podziękowań moi poprzednicy, przedstawiając swoje osiągnięcia mówili, że pracując 13, 20, 25 lat, są dyrektorami szkół, przedszkoli, nauczycielami WF pracując dodatkowo jako trenerzy w klubach sportowych, a ja jako nauczycielka z wiejskiej szkoły ze stażem 46 lat mając 16 wychowawstw wywołałam łzy wzruszenia u niektórych zgromadzonych osób – tak podało Echo Dnia. Zamieszczono również sformułowanie „Marianna Czamara była niekwestionowaną nauczycielską królową Plebiscytu”. Towarzyszyła mi najbliższą rodzina: mąż Janek, Syn Dariusz z żoną Moniką oraz polonistka p. Barbara Frydrych. W tym miejscu pragnę z całego serca podziękować uczniom, ich rodzicom, absolwentom Technikum Ogrodniczego i Rolniczego w Nowej Wsi, koleżankom z pracy oraz znajomym i rodzinie za oddane głosy na moją osobę, to był imponujący wynik, który określił moje zaangażowanie w wykształcenie młodzieży, podejście do ich spraw osobistych, rodzinnych oraz moją działalność społeczną.
W Technikum Ogrodniczym uczyłam uprawy roślin sadowniczych, roślin ozdobnych i roślin warzywnicych.
Od 1977 r. przygotowywałam młodzież (15-20 lat) do prestiżowej Olimpiady Wiedzy i Umiejętności Rolniczych blok Ogrodnictwo. Dziesięcioro uczniów spośród przeze mnie przygotowanych otrzymało indeksy na studia ogrodnicze. A byli to:
1. 1978 r. Franciszek Wojciech Orębiak
2. 1980 r. Henryk Jażewski,
3. 1981 r. Roman Streflik
4. 1983 r. Bernard Wdowiak
5. 1990 r. Zbigniew Rusinowski
6. 1990 r. Sławomir Woźniak
7. 1999 r. Krzysztof Ambroziak
8. 2001 r. Edyta Skarzyńska
9. 2004 r. Paweł Olędzki
10. 2012 r. Sławomir Przybylski

Prowadząc prace dyplomowe z warzywnictwa, najlepsze z nich uczestniczyły w Konkursie „Zielone Dyplomy” organizowanym przez Ministerstwo Rolnictwa a także czasopisma „Gromada” „Zielony Sztandar”. Prace te dotyczyły porównania plonowania, odporności na transport w przypadku pomidorów odmian dla przemysłu, zastosowania stymulatorów wzrostu w uprawie pomidorów i papryki pod osłonami, a nawet uprawy boczniaków w warunkach szkolnych. Konkurs „Zielone Dyplomy” dawał ścieżkę na studia ogrodnicze. Moi uczniowie zajmowali II, III miejsca oraz wyróżnienia, a byli to:

  1. 1990 r. Zbigniew Rusinowski
  2. 1992 r. Elwira Gołaszewska
  3. 1998 r. Bożena Szatan
  4. 1999 r. Robert Pawlak
  5. 1999 r. Tomasz Przybysz
  6. 2002 r. Łukasz Dytrych

Przez 13 lat opiekowałam się (byłam kierownikiem) 3 szklarniami, dla których organizowałam uprawę pomidorów, papryki, ogórków, sałaty, chryzantem doniczkowych, od zapotrzebowania na podłoże, poprzez wysiew nasion, produkcję rozsady, założenie uprawy i ich pielęgnację, a na sprzedaży rozsad i płodów kończąc.
Od 1976r. byłam opiekunem Koła Młodego Ogrodnika oraz założyłam i prowadziłam jego kronikę. W ramach działalności KMO organizowałam dla uczniów prenumeratę czasopism rolniczych dla Technikum Rolniczego jak ,,Agrochemia”, ,,Chłopska Droga”, ,,Przegląd Hodowlany”, a dla ogrodników – ,,Owoce Warzywa Kwiaty”, ,,Sad Nowoczesny”, ,Hasło Ogrodnicze”, ,,Szkółkarstwo”, ,,Rośliny Ozdobne”.
Współpracowałam ze Stacją Chemiczno-Rolniczą w Kielcach, Stacją Oceny Nasion w Kielcach, Stacją Oceny Sadzeniaka Ziemniaka w Kielcach, Stacją Meteorologiczną w Kozienicach, z Gospodarstwem Szklarniowym w Ryczywole. Organizowałam do tych Instytucji wycieczki dla młodzieży, gdzie poznawali zasady laboratoryjnej oceny nasion, mieli okazję zapoznać się z uprawą ekologiczną pod szkłem, a nawet dotknąć aparatury wykorzystywanej do pomiaru czynników atmosferycznych.
Wśród młodzieży organizowałam zbiórkę pieniędzy na odbudowę Krakowa pod hasłem ,,Ogrodnicy dla Starego Krakowa”, oraz na ,,Budowę Centrum Zdrowia Dziecka w Międzylesiu”.
W ramach Koła Młodego Ogrodnika organizowałam spotkania z pracownikami naukowymi Instytutu Sadownictwa i Kwiaciarstwa, Instytutu Warzywnictwa w Skierniewicach, Ogrodu Botanicznego we Wrocławiu, a także z naszym sąsiadem – Sadowniczym Zakładem Doświadczalnym. Organizując spotkanie z prof. Szczepanem A. Pieniążkiem, na wstępie odpowiedział nam „Przyjadę gdy zakwitną jabłonie”. Słowa dotrzymał. Przepięknie wpisał się do Kroniki KMO. Pani prof. Zofia Gumińska z Wrocławia zapoznała uczniów klas III i IV TO z hydroponiczną uprawą doniczkowych roślin ozdobnych. Bardzo częstymi gośćmi byli mgr. inż. Eligiusz Gajewski, mgr. inż. Teresa Mrozowska, mgr. inż. Jadwiga Dadej, mgr. inż. Piotr Gościło, mgr. inż. Marek Dąbrowolski, mgr. inż. Sławomir Słabuszewski. Brali oni udział w Sejmikach Ogrodniczych, które stały się tradycją szkoły. Spotkania te poświęcone były nowościom sadowniczym, agrotechnice, nawożeniu, doborze odmian, a przede wszystkim ochronie sadów i prowadzonym tam badaniom.
Współpracowałam z Ośrodkami Doradztwa Rolniczego w Radomiu, w Grójcu, ze służbą rolną w Warce, w Jasieńcu, z wydawnictwami książek i czasopism „Plantpress”, „Hortpress”, z gospodarstwami szkoleniowymi:
1. uprawa gerbery p. Cezary Petz,
2. produkcja pieczarek p. Witolda Skowrońskiego i p. Pawła Sijki,
3. produkcja rozsady kwiatków p. Sylwestra Stępnia,
4. produkcja rozsady doniczkowych roślin ozdobnych p. Adama Pietrzaka,
Organizując wycieczki dla uczniów pokazywałam im piękno i uroki przyrody w terenie odkrytym, jak i pod osłonami.
Specjalista od próbek glebowych ze stacji chemiczno-rolniczej w Kielcach p. Władysław Kowalski w ramach lekcji z ogólnej uprawy roślin ogrodniczych przedstawiał uczniom klas pierwszych potrzebę nawożenia i pobierania próbek glebowych do analizy, a po otrzymanych wynikach badań, opracowywał z uczniami nawożenie pod uprawianą roślinę w gospodarstwie rodziców.
Działalność moja nie dotyczyła tylko szkoły, ale byłam gotowa pomóc uczniom czy rolnikom w doradztwie ogrodniczym czy rolniczym. W maju 2001 r. o godz. 22.00 dzwonią do mnie uczniowie absolwenci i proszą o pomoc. Wybrali w Boglewicach najjaśniejsze miejsce – parapet sklepowy. Patrzę, a oni ściskają w garści liście truskawek o różnych odcieniach. Jedne mniejsze ładne, zielone, a te większe, ciemne, podsuszone, zmarszczone, również zebrane z tej samej plantacji. Okazało się, że starsze liście uszkodzone były przez przymrozki. Albo inny przypadek, też dotyczył liści truskawek, ale z Konar. Na liściach plamy. W ciągniku mała awaria, tryskał on olejem napędowym na rośliny w czasie ochrony – taka była moja odpowiedź. A co było z mszycami na kapuście pekińskiej, czy z misecznikami na kwiatach w domu.
Kończąc rozważania ogrodnicze, mogę podsumować je w cyferkach.
1. Początkowo opiekowałam się 50 oknami inspektowymi, w których odbywała się produkcja rozsad, później dojrzewanie pomidorów, dosuszanie cebuli i pędzenie pietruszki oraz cebuli.
2. Później było 6 tuneli foliowych 6×24 m i kilka inspektów. W tunelach prowadzona była
produkcja pomidorów. Zainstalowane były w nich nagrzewnice ciepłego powietrza.
3. Trzy szklarnie podzielone na 3 części. Jedna część przeznaczona była na wysiewy i pikowanie. Była to mnożarka z przesuwnymi parapetami i stołami. Zastosowane były pułapki lepowe na ziemiórki, mączliki i wciornastki.
4. Ogródki dydaktyczne z zakresu warzywnictwa, na których wysiewane lub wysadzane były podstawowe, jak i mało znane warzywa i rośliny przyprawowe.
5. Dzieliłam się także z potrzebującymi najcenniejszym darem jako Zasłużony Honorowy Dawca Krwi. Oddałam łącznie 18420 ml drogocennego leku, jakim jest krew. Wśród uczniów organizowane były akcje wyjazdowe do Centrum Zdrowia Dziecka w Międzylesiu, Centrum Zdrowia Matki w Łodzi, a na miejscu w świetlicy szkolnej.
6. Koleżanka Barbara Frydrych tak mówiła o mojej pracy: „Odznaczała się niespożytą siłą i energią. Jej uczniowie, z których wielu to dziś wybitni specjaliści.” Zbigniew Rusinowski ma doktorat, pracuje na SGGW w Katedrze Roślin Ozdobnych. Elżbieta (Walczak) Lewandowska nauczyciel, Janusz Miecznik w Agrosimexie, Krzysztof Ambroziak starosta powiatu grójeckiego, Dariusz Gwiazda burmistrz Urzędu Miasta i gminy Grójec, Tadeusz Zakrzewski wójt Chynowa, Mirosław Maliszewski poseł na Sejm, Leszek Przybytniak radny Urzędu Marszałkowskiego Województwa Mazowieckiego. Elżbieta (Olszewska) Wojtera Wicedyrektor Centrum Kształcenia Zawodowego i Ustawicznego w Nowej Wsi, Stanisław Król sędzia, 3 księży: Stanisław Malinowski, Jacek Siekierski oraz Krzysztof Hałaj, Sławomir Zieliński i Jacek Pruszkowski w Izbach Rolniczych, Krzysztof Czarnecki Związek Sadowników RP. Nie sposób wyliczyć wzorowych sadowników , szkółkarzy, warzywników, kwiaciarzy itp. Koleżanka Basia Frydrych zawsze podkreśla, że byłam fachowcem w swojej dziedzinie i pracowałam niezwykle sumiennie. Byłam przykładem pracoholika.
7. Ktoś zapyta się – czy były wypadki? Oczywiście! Zmieniłam skalę ocen od 0 do 5 czy 6. Te najwyższe stawiałam za nowości, za osiągnięcia w konkursach, olimpiadach, w wystawach. Wrzeszczałam, krzyczałam na zajęciach praktycznych, gdy zmniejszała się wydajność pracy, ale zawsze pracowałam razem z uczniami.
Za swoją pracę zawodową i działalność społeczną miałam mnóstwo nagród, wyróżnień, podziękowań i odznaczeń.
1. Podziękowania od Ministra Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej – 1990r. Anna Potok Podsekretarz Stanu, 1998 r. Jacek Janiszewski, 2002 r. Jarosław Kalinowski.
2. 1983 r. Odznaka ,,Zasłużony Pracownik Rolnictwa”
3. 1986 r. ,,Złota Odznaka HDK”
4. 1987 r. Odznaka ,,Za zasługi dla województwa radomskiego”
5. 1990 r. Medal ,,70 lecie PCK”
6. 1991 r. ,,Złota Odznaka ZNP”
7. 1995 r. Podziękowanie od Dyrekcji Stacji Chemiczno – Rolniczej w Kielcach
8. 1998 r. Medal ,,Za zasługi dla rolnictwa”
9. 2005 r. Odznaka ,,Zasłużony Dawca Krwi” I stopnia
10. 2008 r. Nagroda ,,Szwajcarski zegarek” budzik za punktualność w pracy (jeszcze chodzi)
11. 2012 r. ,,Brązowy Krzyż Zasługi” nadany przez Prezydenta R.P. Bronisława Komorowskiego
12. 2015 r. Statuetka i dyplomy za I miejsce w powiecie grójeckim i czwarte w ,,Złotej dziesiątce’’ w rejonie radomskim za udział w ,,Plebiscycie Belfer Roku 2014/2015
13. 2020 r. Odznaka ,,Za wysługę 25 lat w Związku Ochotniczych Straży Pożarnych R.P.’’
Mimo, że jestem na emeryturze, to w dalszym ciągu mam kontakt z dyrekcją, nauczycielami i pracownikami szkoły. Służę pomocą, radą i cennymi wskazówkami. Wspierałam, wspieram i będę wspierać całym sercem społeczność szkolną w Nowej Wsi.

Marianna Czamara
Boglewice, grudzień 2023 r.


Monika Gwardys — nauczyciel przedmiotów ogrodniczych i języka niemieckiego.
Należę do tej, nielicznej już grupy  ” ocaleńców”/ z punktu widzenia skali wieczności/, którzy otwierali Technikum Ogrodnicze 17 września 1973r i… co jeszcze zupełnie niespodziewane….

 stoję dziś w szeregu nauczycieli CKZIU w Nowej Wsi. 50 lat to niewyobrażalny czas dla tych, którzy dziś uczęszczają do pierwszych klas naszej szkoły , czas który jest tak odległy, jakby miał nigdy nie nadejść,  a dla tych którzy, jak ja, są już po drugiej stronie tego czasu to tylko chwila , jak mgnienie oka, jakbyśmy nie wiadomo skąd znaleźli się nagle w innej  rzeczywistości. Moje koleżanki opisały wiele konkretnych faktów, sukcesów i wydarzeń związanych  że  szkołą. Dla mnie zawsze najważniejsze były klimaty i to co je przywołuje, wytwarza i sprawia, że pozostają przez lata w pamięci. I tak – dzień pierwszy– księżycowy krajobraz otaczający trzy nowo wybudowane budynki szkoły, internatu i domu nauczyciela- naga ziemia, na niej pozostałości materiałów budowlanych a wśród nich, piękna, zabytkowa szafa państwa Górskich, rodziców pani wicedyrektor Anny Plecińskiej. Te pierwsze dni to też  pierwsze przyjaźnie zawierane spontanicznie, które przetrwały lata. Urządzaliśmy od zera pracownie, tereny zielone, boiska. Modrzewie, które rosną naprzeciw internatu posadzili i ratowali od suszy uczniowie mojej wówczas klasy, a szczególnie Danusia Rawska, dziś zdobią teren i , mam nadzieję,  przetrwają może do następnego 50lecia szkoły. Dziś CKZIU znakomicie zarządzane przez panią dyrektor mgr inż. Annę Dackę i dwie panie wicedyrektorki : panią mgr Hannę Reinhard i panią mgr inż. Elżbietę Wojterę rozwija się wprowadzając wciąż nowe kierunki zgodnie z potrzebami zmieniających się czasów. Młodzież ma szansę wyjeżdżać na zagraniczne praktyki, poznawać świat i doskonalić umiejętności językowe. Teren otoczony pięknie utrzymaną zielenią tworzy campus podobny do wielu innych takich ośrodków na świecie. Z okazji 50lecia życzę,  aby ta szkoła nadal się rozwijała wykorzystując potencjał,  który zbudowała w ciągu minionych lat i  który rozwija  nadal.                                                                                                                         Monika Gwardys 


Stanisława Róg
PODRÓŻ W PRZESZŁOŚĆ – 50 LAT WSTECZ
 
Są miejsca, ludzie i wydarzenia o których się nie zapomina.
Jak sięgam pamięcią wstecz, a z wiekiem, bardzo często wracam do tamtych lat w Nowej Wsi, łza pojawia się w oku. Wszystko co było pierwsze, zapadło głęboko w pamięci: pierwsza szkoła, pierwsza miłość, pierwsza praca, pierwszy szef.

Był sierpień 1973 r., po ukończonych studiach, poszukiwaliśmy pracy (piszę w liczbie mnogiej ,bo już wtedy planowaliśmy wspólne życie ze Staszkiem). Oboje pochodziliśmy ze wschodnich krańców Polski i chcieliśmy pracować w centrum kraju, które kojarzyło nam się z rejonem cywilizacyjnie bardziej rozwiniętym.
Oferta pracy wisiała na tablicy informacyjnej w AWF w Warszawie – nowo powstająca placówka, szkoła, internat, dom nauczyciela zatrudni…
Obraz terenu jaki zobaczyliśmy w Nowej Wsi nie sprawiał wrażenia jakoby za 2-3 tygodnie mogła się rozpocząć tutaj nauka szkolna. Wszędzie trwała budowa. Hałdy ziemi i piachu przysłaniały budynki szkoły i internatu .Nie było trawników, chodników, żadnego rosnącego drzewa.
W takiej scenerii, przed wejściem do budynku szkoły, spotkaliśmy pana Janusza Frydrykiewicza. Na pierwsze moje pytanie, gdzie możemy spotkać dyrektora, przywitał mnie z imienia i nazwiska, mimo że wysłałam podanie o pracę (chyba ze zdjęciem) pocztą. Tą jedną z cech, doskonałą pamięć naszego Dyrektora, mieliśmy okazję wiele razy doświadczać.
Zostałam zatrudniona, natomiast dla Staszka nie było jeszcze etatu, rozpoczął on pracę w SP nr 2 w Warce, a od drugiego semestru już pracowaliśmy razem, ponieważ oddano do użytku salę gimnastyczną i rozpoczęły działalność sekcje sportowe. Tutaj też wspomnę osobę pana Dyrektora który „przyspieszył’’ naszą decyzje o ślubie, stawiając warunek, że otrzymam mieszkanie rodzinne, jeżeli dostarczę ’zaświadczenie z USC. Dlatego w styczniu 1974 r. wzięliśmy ślub, rozpoczęliśmy nowy etap życia – budowania rodziny i wspólnej pracy w tej placówce, przez prawie dwie dekady, realizując swoje zawodowe umiejętności i pasje. Ja po 18 latach przeszłam do Szkoły Podstawowej w Nowej Wsi, natomiast mąż przepracował w tej szkole całe zawodowe życie.
Trudno byłoby wyliczyć osiągnięcia sportowe tamtego okresu, są one szczegółowo udokumentowane w monografiach szkoły, wydanych z okazji jubileuszy oraz w kronice sportowej. Młodzież chętnie uczestniczyła w zajęciach sportowych i licznie brała udział w zawodach. Jako przykład podam: 35 osobowa grupa wyjeżdża na Radomską Olimpiadę Młodzieży do Kozienic w roku 1978 i zdobywa 20 medali (5 złotych, 8 srebrnych i 7 brązowych).
Wśród naszych absolwentów są utytułowani lekkoatleci, mistrzowie Ogólnopolskich Igrzysk Szkół Rolniczych, medaliści Indywidualnych Mistrzostw Polski. Ustanowione przez Nich rekordy nie zostały dotychczas poprawione. Budowaliśmy bazę sportową i mieliśmy dobrą kadrę sportową. Rokrocznie organizowany Plebiscyt na 10 najlepszych sportowców szkoły, cieszył się ogromnym zainteresowaniem. Było z kogo wybierać.
Drodzy Absolwenci, Szanowni Państwo
Z okazji obchodzonego Jubileuszu 50-lecia szkoły, pragnę wyrazić swoją radość i podziękować wszystkim sportowcom, zawodniczkom i zawodnikom, z którymi dane było mnie i mojemu mężowi pracować i współtworzyć historię sportową Tej szkoły.
Byliśmy z Was dumni i dumna była szkoła.
Ta wspólna praca, treningi, zawody sportowe, mieszkanie w internacie integrowało naszą społeczność i pozostanie w pamięci.
DZIEKUJĘ ZA WASZĄ PRZYJAŹŃ, PAMIĘĆ I SZACUNEK.

W swoich wspomnieniach często wracam do moich pierwszych dyrektorów.
Z perspektywy lat i doświadczeń zawodowych uświadomiłam sobie, jaki ogrom obowiązków i zadań spoczywał na Dyrektorze, panu Januszu Frydrykiewiczu.
To nie był jeden budynek szkolny do odebrania i uruchomienia, to było całe osiedle: szkoła, internat, dom nauczyciela, kotłownia, warsztaty, oczyszczalnia ścieków. Tylko człowiek o takich predyspozycjach i kompetencjach mógł sprostać temu wyzwaniu. Gospodarność, pracowitość, wszechstronność i nadzór. Dziękuje panie Dyrektorze, że miałam możliwość z Panem pracować i uczyć się od Pana.
Kadra szkoły i internatu to ludzie młodzi, często rozpoczynający pracę zawodową, potrzebujący mentora (przewodnika ,koordynatora). Tą osobą była Pani wice Dyrektor Anna Plecińska. Starsza od nas, chociaż wtedy miała 50 lat.
Z doświadczeniem, z wrodzoną w sobie kulturą osobistą, spokojem i taktem pedagogicznym. Pani wice Dyrektor z empatią potrafiła z nas, nieraz gniewnych ludzi, wydobyć i zauważyć te najlepsze, najistotniejsze cechy nauczyciela.
Dziękuję i zachowuję w pamięci wszystkich nauczycieli i pracowników, z którymi miałam okazję pracować oraz tych którzy w następnych latach dla tej społeczności szkolnej, w tej placówce pracują.
Wielu z Nich nie ma już wśród żywych.
„I CHOCIAŻ PŁOMIEŃ ICH ŻYCIA ZGASŁ TO MYŚLI O NICH SĄ CIĄGLE W NAS.”

Scroll to Top
Skip to content